Pn-Pt 9.00 - 17.00 668-352-401

Na cztery łapy - Projekt fotograficzny
Nasze historie

Teddy i Coco


Historia naszego stada

Wczoraj przed obiektyw zaprosiłam Kasię i Karola z Teddym i Coco. Od pierwszej chwili czułam się w ich towarzystwie wyjątkowo. Milion tematów do poruszenia, wiele pomysłów do zrealizowania… kosmos. Zrobili na mnie tak ogromnie pozytywne wrażenie, że nadal mam ciarki na skórze.
Przed chwilą wchłonęłam Kasi historię, którą przygotowała do projektu.
Zaparzcie kawę, wygodnie usiądźcie i poznajcie Kasię i Karola.

Historia naszego stada

„Od czego ją zacząć? Początek zawsze jest trudny 🙂 i ostrzegam, że to nie będzie kompaktowy wpis na szybki rzut oka. Polecam małą kawę i wygodne siedzisko 🙂

Od zawsze kochałam psy, lgnęłam do nich zawsze i wszędzie. Wtykałam ręce przez płot, całowałam obce psy, aż w końcu namówiłam rodziców (a miałam wtedy 5 lat), żeby w domu pojawił się piesek 🙂 Mała kuleczka imieniem Żolik urodził się w moje imieniny 30.04.1988 roku i był moim największym szczęściem przez 18 lat. Dlaczego zaczynam tę historię właśnie od niego? Ponieważ On bardzo mocno wpłynął na moje/nasze późniejsze decyzje, te związane z adopcją…

Karol, również od małego marzył o czworonożnym przyjacielu, niestety przez problemy zdrowotne związane z bardzo silną alergią (również na psy), rodzice nie ulegli jego prośbom. Marzenie o psie jednak nie zniknęło. Ponad 5 lat temu zaczął mi wiercić dziurę w brzuchu, że chciałby abym w naszym domu był pies… a ja stawałam “okoniem” i nie umiałam podjąć decyzji.
Z jednej strony kocham psy i bardzo chciałam by w naszym domu był pies, a z drugiej strony doskonale zdawałam sobie sprawę z tego jaki to jest obowiązek i jak…bardzo bolesne jest pożegnanie. Nie chciałam się zgodzić, ale Karol dalej drążył temat i szukał psa… Może niech sam opowie jak znalazł Teddiego 🙂

Teddiego znalazłem w internecie na jednym z portali z ogłoszeniami, przeglądałem wiele ogłoszeń, w pewnym momencie byłem bliski umówienia się na spotkanie adopcyjne z innym psem. Ale jak znalazłem ogłoszenie Teddiego i zobaczyłem jego roześmiane oczy i pyszczek, wiedziałem że to jest TEN pies. Nie przemawiała za tym żadna racjonalna przesłanka. Po prostu wiedziałem. Jego opis potwierdził jeszcze moje odczucia.
Jadąc do schroniska wiedziałem że rozpoczyna się piękna historia. Teddy na pierwszym spacerze przywitał nas ogromną energią i radością. Prawdopodobnie już wiedział że przyjechaliśmy po niego. Czuł chyba już że jesteśmy jego, a on nasz. Że jedzie do domu.

Ja pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Karol zadzwonił do mnie, że Jest, że znalazł Tego Jedynego Psa, byłam troszkę zaskoczona, zwłaszcza, że za jakieś 3 tygodnie mieliśmy jechać nad morze i nawet nie wiedzieliśmy czy kwatera, którą mamy zarezerwowaną jest psiolubna… Ale jak zobaczyłam zdjęcie, to już się rozkleiłam. Niby widziałam masę psów schroniskowych i ich widok zawsze rozrywał mi serce, ale tym razem poczułam coś więcej. Przeczytałam opis zawierający cechy charakteru i zdawkowe informacje o przeszłości Teddiego. Nie wiele myśląc przyspieszyłam powrót do domu, a miałam do przejechania 200 km i czas do 17:00 by dotrzeć do schroniska.
Karol już umówił wizytę w schronisku, więc pędziłam do Krakowa, by go zabrać i cofnąć się o 40 km by być w Racławicach na czas. Udało się, zdążyliśmy…
To była moja pierwsza wizyta w takim miejscu (zawsze się tego bardzo bałam i wiedziałam, że to może mną wstrząsnąć) i nie było łatwo…to szczekanie, te próby zwrócenia na siebie uwagi i w tym wszystkim Teddy… Jak dziś pamiętam jak stał z tyłu boksu nieśmiało patrząc w naszą stronę i delikatnie merdał ogonkiem, podczas gdy jego koledzy robili WSZYSTKO żebyśmy ich zabrali… To było zarazem piękne, jak i ogromnie smutne… Szybko opuściliśmy boksy, aby wolontariuszka wyprowadziła nam Teddiego.
Jak tylko wyszedł, podbiegł do nas radośnie i od razu wskoczył Karolowi na kolana, kiedy ten kucnął.

I to był ten moment.

Łzy płynęły mi po policzkach, serce waliło jak oszalałe. Wiedziałam, że Teddy już jest nasz, jest częścią naszej rodziny. Nie zabraliśmy go tego dnia, bo musiałby już następnego dnia zostać sam na około 10 godzin. Wolontariusze ze schroniska, polecili wstrzymać się do piątku, żeby w weekend spędzić z nim trochę czasu nim zostanie sam. Z bólem serca zgodziliśmy się i nastąpiło Wielkie Oczekiwanie, a te 4 dni były jak wieczność! Zaczęły się wielkie przygotowania. Jeszcze tego samego dnia jeździliśmy po sklepach, żeby skompletować wyprawkę. Następne dwa dni, szukaliśmy jeszcze brakujących rzeczy, wydzwanialiśmy do schroniska (żeby się zapytać jak się Teddy czuje, czy nic mu nie jest) i wyglądaliśmy już piątkowego wieczora.
W końcu nadeszła pora przyjazdu Teddusia. Już godzinę przed jego przyjazdem do domu, krążyliśmy pod blokiem 😀 wypatrując schroniskowego samochodu, a potem już była nieopisana radość!

Do adopcji przymierzaliśmy się prawie rok. Karol nie miał pojęcia o psach, a moje też było marne, mimo że Żolik był z nami 18 lat. Jak to możliwe, że przez tyle lat był w rodzinie pies, a ja miałam niewielką wiedzę? W tamtych czasach nie mówiło się o behawiorystach, o charakterze zwierząt o ich potrzebach i nawet znana karma na literę P i Ch były dobre jakościowo 😉 Od tego czasu bardzo dużo się zmieniło jeśli chodzi o podejście do zwierząt, poznawanie ich psychiki, rozumienie ich i próbę porozumiewania. Nim zdecydowaliśmy się na ostateczny ruch czytaliśmy blogi, książki i miliony różnych informacji które miały nas przygotować na pojawienie się nowego członka rodziny i uzbroić nas w wiedzę niezbędną do poznawania i wychowywania psa po przejściach. Ach, jak nam się wydawało, że jesteśmy gotowi na wszystko, że mamy ustalone jasno reguły których będziemy się trzymać, jak będzie wspaniale z psem. A tu nieoczekiwanie życie dało nam pstryczek w nos 😉 Może problemy Teddiego nie były bardzo duże, jednak nasze przygotowania okazały się niewystarczające. Musieliśmy poprosić o pomoc behawiorystkę, która wyjaśniła nam skąd się biorą pewne zachowania i jak pracować, żeby zniknęły. Każdy, kogo spotkamy powie, weź psa ze schroniska, on będzie Ci wdzięczny za ocalenie życia i będzie wspaniale… Mimo czytania różnych historii, gdzieś z tyłu głowy wierzyliśmy w te słowa. Jednak życie zweryfikowało je dość mocno. Okazało się, że decyzja o adopcji, to nie jest tylko decyzja na odpowiedzialność, zabawę i bezpieczeństwo psa.
Długie miesiące wykonywaliśmy ćwiczenia zalecone przez naszą behawiorystkę, poświęcaliśmy Teddiemu każdą wolną chwilę, a nawet rezygnowaliśmy z innych rzeczy by się nim zająć, zaspokoić jego potrzeby i dać mu wszystko czego potrzebuje. I nagle, po około roku nastąpił wielki przełom. Oczywiście widzieliśmy postępy w trakcie, ale zawsze gdzieś tam wiedzieliśmy, że to jeszcze nie jest to… aż tu nagle Teddy zaczął nie tylko zauważać, ale odpowiadać na sygnały uspokajające i to było piękne! To jego zdziwienie, że my na prawdę staramy się mówić w jego języku i nawet nam to jakoś idzie, było wspaniałe. Od tego dnia wiemy, że Teddy ufa nam w 110%, zna swoje miejsce w stadzie, wie jak bardzo go kochamy a i nam oddał swoje serce i okazał pełne zaufanie.

Czas który spędziliśmy w ciągu pierwszego roku (bo nie chcę tu mówić o poświęceniu) z nim, był dla naszej trójki wielką lekcją, poznawaniem, zabawą i wzajemnym oddaniem. Dziś możemy powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że adopcja zwierzęcia jest wielkim skarbem, lecz czasem ten skarb wymaga oszlifowania. Polecamy pomaganie z całego serca, ale adopcję tylko pod jednym warunkiem. Że jest to decyzja dobrze przemyślana i w pełni świadoma. Zdobywanie zaufania, które jest absolutną podstawą wspólnego życia nie jest tak proste jak przy wychowaniu szczeniaka, który nie zaznał żadnej krzywdy ze strony człowieka. Tu musimy się nastawić na czas i pracę. Jak długi czas i jak ciężką pracę, tego nikt nie powie, bo każdy zwierzak jest inny i ma inną historię. Jednocześnie nie chcę demonizować adopcji, bo to nie boli, to nic strasznego. Tylko pamiętajmy, że zwierzę ma swoje emocje, lęki, potrzeby i my, jako ich opiekunowie musimy stawić czoła tym demonom, wspierać, pomagać i zapewniać bezpieczeństwo, radość i dbać o zdrowie. Jeśli jest się gotowym na to wszystko, na wstawanie rano i wychodzenie na pole, nawet kiedy pada, to można śmiało podjąć wyzwanie. Niech grono adoptujących będzie coraz liczniejsze 🙂

Wracając do naszego życia, które już sobie fajnie po układaliśmy… Teddy jest z nami 3,5 roku (a ma między 4,5 -5 lat), jest wspaniałym, radosnym i bardzo wrażliwym psem. Na co dzień bardzo łagodny, spokojny, opanowany, kochający bliskość z człowiekiem. Potrafi doskonale wkomponować się na kolankach, uwielbia tropić, gonić za kotkami i wszelaką dziką zwierzyną – choć przy spotkaniu z dzikiem twarzą w twarz zachował stoicki spokój i odszedł bezszelestnie :D. Daje nam mnóstwo miłości. Widać, że jest pogodnym psem, że doskonale wpasował się do naszego życia (które i tak zostało w dużej mierze, podporządkowane jemu i jego potrzebom. Bo przecież musi być długi spacer, albo intensywna zabawa w domu). Towarzyszy nam praktycznie wszędzie, jeździ z nami do rodziny i przyjaciół, chodzi z nami do restauracji, był na przyjęciach komunijnych, jeździł tramwajem, autobusem, pociągiem i samochodem. Robimy razem niemal wszystko. Nawet jak jedziemy w odwiedziny do Naszego schroniska w Racławicach, to on jedzie z nami… ale tym razem nie pojechał, bo zabrakło dla niego miejsca w samochodzie 😀 😀 😀
Co jakiś czas kupujemy i zbieramy różne rzeczy dla Naszego schroniska. Zawsze było tego sporo, ale tym razem ledwo my dwoje wsiedliśmy do auta i nie było mowy, żeby jeszcze Teddy się zmieścił. To był 26.04, sobota… po porannym spacerze i zabawach z Teddym pojechaliśmy do Racławic. Pogoda nie rozpieszczała, było dość chłodno i deszczowo. Ale ponieważ nie było z nami Teddiego, postanowiliśmy, że weźmiemy jakieś dwa psiuchy na spacer…
Wolontariuszki przyprowadziły nam Coco (wtedy jeszcze miała na imię Miotełka) i jej kolegę z boksu obok, Amancika. Nie wiele było trzeba, żebym wewnętrznie pękła. Po przejściu kilku metrów już zaczęłam myśleć o Jej adopcji. Zwłaszcza, że od dłuższego czasu zastanawialiśmy się nad adopcją jeszcze jednego psa. Mieliśmy pewne “kryteria”, które musiał spełniać piesek, aby było mu u nas dobrze, a i żeby w naszym stadzie wszystko się układało jak należy. Po prostu, mierzyliśmy siły na zamiary. Od razu wymieniliśmy z Karolem kilka spojrzeń i słów, po których zagłębiliśmy się w czytaniu informacji o Coco. Już wiedziałam, że nie będę chciała jej zostawiać w schronisku, ale było jedno “ale”, Teddy. Czy oni się polubią, czy będzie im razem dobrze? Zaraz po powrocie ze spaceru powiedziałam do wolontariuszek, że tym razem chcę “coś” w zamian, za przywiezione rzeczy 😉 Były bardzo zaskoczone tymi słowami, ale jeszcze bardziej się zdziwiły, że to “coś” to właśnie Miotełka (Coco). Jeszcze tego dnia podpisałam wstępne dokumenty adopcyjne i umówiliśmy się na następny dzień, że przyjedziemy z Teddym żeby się poznali. Tak też zrobiliśmy. Zjedliśmy śniadanie, zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy do Psiego Pola. Na nasze nieszczęście lał deszcz, co utrudniało swobodny i długi spacer zapoznawczy. Jednak już po kilku minutach widzieliśmy, że jest dobrze, że nie ma żadnych negatywnych zachowań, nadmiernej eskalacji strachu, że idą obok siebie bardzo ładnie… I chociaż nie mieliśmy dla Coco zupełnie nic i jeszcze nie skończyła się kwarantanna, już chciałam zabrać ją do domu… Jednak logika i wolontariuszki ostudziły nasze emocje. Podpisałam dokumenty i pojechaliśmy do domu, a po Coco wróciliśmy za dwa dni…
I znowu zaczęło się kompletowanie wyprawki 🙂 i nadszedł ten dzień. Niestety znowu padał deszcz, ale jaka była radość Coco, kiedy nas zobaczyła po tych dwóch długich dniach. Ona już wiedziała, że przyjechaliśmy do niej 🙂

Jaki Teddy był zdziwiony, kiedy zobaczył ją niedaleko domu :D, ale oczywiście wpuścił ją do domu, na swoje legowisko, oddał swoje zabawki. Ale myślał, że to tak na chwilę, że to odwiedziny. Jaki był zaskoczony kiedy nastał późny wieczór i zaczęliśmy szykować się do spania, a ona nadal TU BYŁA(!), ale wpuścił ją do łóżka w sypialni. Nie macie pojęcia jakie piękne były ich pierwsze wspólne dni, kiedy to z jednej strony Teddy pokazywał co lubi a czego nie, wyznaczał pewne zasady, a z drugiej był dla niej bardzo czuły i wyrozumiały. Każdy kolejny “pierwszy raz” był dla nas bardzo ważny i pełen emocji – pierwsze wspólne zabawy, przytulanki, zainteresowanie. Maluchy nieprawdopodobnie szybko się ze sobą związały i są niemal nierozłączni. Wszędzie chodzimy razem, nie ma tak, że któreś zostaje samo. No dobrze, jak Coco chorowała i musiała być u lekarza, to czasem jechałyśmy we dwie, to Teddy był bardzo niepocieszony. Zaraz po powrocie musiał ją obwąchać, sprawdzić czy wszystko ok, czy się dobrze czuje. Po sterylizacji nie odstępował jej niemal na krok, nawet nie chciał iść na długi spacer, bo musiał być przy niej. Teraz nie wyobrażam sobie co oni by czuli, gdyby któreś z nich wybyło z domu na dłużej…nie widzę tego….

Minęło już pół roku, od kiedy Coco jest z nami. Początki były różne. Z jednej strony była bardzo lękliwa, chowała się, kuliła, a z drugiej strony bardzo mocno lgnęła do nas i do Teddiego. Teddy również poświęcał jej dużo czasu, ucząc że człowiek to nie jest zło. Tak naprawdę, to bardzo nam pomógł i nadal pomaga.
Jeszcze przed adopcją udało mi się nawiązać kontakt z Panią która dokarmiała Coco. Opowiedziała mi jak wyglądał jej pseudo dom, jak biegała sama po ulicach w poszukiwaniu jedzenia. Potem nagle zniknęła, co zaniepokoiło Panią Iwonę. Zaczęła jej szukać, rozglądać się po okolicy. Na szczęście udało się ją odnaleźć. Okazało się, że nasza ukochana Coco urodziła 5 szczeniąt i ukryła się w stodole na posesji starszego małżeństwa. Ci dobrzy ludzie pomogli jej odchować szczenięta i znaleźć dla nich domy. Dopiero kiedy ostatni szczeniak znalazł dom, Coco została zgłoszona do schroniska. Pani Iwona wielokrotnie próbowała zwabić ją by zabrać do siebie do domu, ale Coco była bardzo nieufna. Do miski podchodziła dopiero jak Pani Iwona się chowała.
Jak pomyślę ile to maleństwo przeszło,a przy tym jaka była dzielna…to serce pęka.
Coco bardzo się zmieniła. Z każdym tygodniem ufa nam coraz bardziej. Uczy się, że człowiek, a zwłaszcza mężczyźni, nie są czystym złem. Oswaja się z dziećmi, uczy się życia wśród ludzi. Staramy się ją zabierać w różne miejsca i widać, że te podróże i odwiedziny w innych domach przynoszą bardzo dużą zmianę – bo najważniejsze jest, że jesteśmy razem, a potem wracamy WSZYSCY DO DOMU! Przed nami jeszcze długa droga, ale wiemy, że pokonamy lęki i wszyscy będziemy szczęśliwi…

…chciałam napisać historię w pigułce, ale niestety nie udało mi się to…za co bardzo przepraszam tych, którzy dobrnęli do końca jak i tych, którzy odpadli w połowie czytania ;).
Na koniec chciałam powiedzieć dlaczego zgłosiliśmy się do projektu. Naszym celem jest chęć pokazania obiektywnie “wszystkich” aspektów adopcji. Adopcja jest wspaniałą sprawą, jednak powinna być dobrze przemyślana, człowiek powinien się dobrze przygotować na przyjęcie nowego członka rodziny, zwłaszcza że większość z adoptowanych zwierząt jest mniej lub bardziej poturbowana psychicznie. Nie zniechęcajcie się do adopcji, ale uważnie czytajcie opisy zwierząt i ich historii. Rozmawiajcie ze schroniskiem, fundacją, nie bójcie zadawać się pytań i zadajcie sobie pytanie czy macie serce i czas by poświęcić go zwierzakowi, by z nim pracować i wprowadzać w zupełnie inny świat.
Pisząc to, zerkam na nasze maluchy, które leżą obok mnie i czuje szczęście. Nie tylko dlatego, że są, ale dlatego że ich świat się zmienił, stał się lepszy, bezpieczniejszy. Co prawda nie zmieniliśmy świata, ale świat Teddiego i Coco został wywrócony do góry nogami… Mam nadzieję, że są choć w połowie tak szczęśliwi na jakich wyglądają, a z każdym dniem radość, spokój, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa będzie większe.”

Kasia i Karol

Na cztery łapy - Projekt fotograficzny
Na cztery łapy - Projekt fotograficzny
Na cztery łapy - Projekt fotograficzny
Na cztery łapy - Projekt fotograficzny
Na cztery łapy - Projekt fotograficzny






Leave a reply


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *








Recent Portfolios


Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close